Kilka słów o sprawach rodzinnych

Okres aplikacji nauczył mnie kilku rzeczy przydatnych merytorycznie. Był też przede wszystkim czasem, gdy starsi i bardziej doświadczeni koledzy i koleżanki z izby adwokackiej przekazywali cenne wskazówki. Dla mnie były szczególnie istotne z uwagi na fakt bycia spoza branży (nie pochodzę z prawniczej rodziny).

Jedną z nich objawiła jedna z pań mecenas, która przy okazji jednych z pierwszych zajęć stwierdziła, że karniści bardzo dobrze odnajdują się w sprawach rodzinnych. Z jej słów wynikało, że dla praktyków to taki jakby rewers lub – jak kto woli – orzełek do reszki.

Podobny los spotkał mnie, gdyż te sprawy często dostawałem od mecenasa, dla którego pracowałem podczas aplikacji. Dość naturalnie ta działka obok wspomnianych spraw karnych zaczęła do mnie przylegać (drugi aplikant, z którym dzieliłem pokój, częściej działał przy sprawach gospodarczych i tak się już nasza praca kręciła aż do egzaminu zawodowego)…

Wracając do meritum czyli spraw rodzinnych, to ta działka jest bardzo trudna z punktu swojego ciężaru emocjonalnego. Do tej kategorii wchodzą sprawy dotyczące spraw pomiędzy małżonkami i – jak się pewnie domyślacie – pomiędzy rodzicami i dziećmi. Na czym polega ten ciężar gatunkowy? Rzecz jasna na uczuciach unoszących się zarówno przed sala sądowa jak i w niej. Postępowania w sądach rodzinnych gromadzą sporo emocji i negatywnych uczuć.

W tych postępowaniach poza zawartością dowodową w pismach procesowych ważne są też: zimne spojrzenie na sam proces i szacunek. Orzeczenia kształtują bowiem życie nie tylko rozwodzących się małżonków, ale i ich dzieci. W takim momencie istotne jest dotarcie do istoty postępowania, a nie walka, która momentami toczy się niekoniecznie po tych torach, które interesują Sąd. To nie walka na śmierć i życie, a ustalenie nowych stosunków międzyludzkich. Warto bowiem zastanowić się, co będzie po zakończeniu sprawy i pozostać człowiekiem…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *